Jak zacząć przygodę z analogiem – część 1

W pierwszym wpisie obiecałem Wam cykl postów dla analogowych nuworyszy. Fotografowanie na filmie przeżywa od pewnego czasu renesans. Ci którzy porzucili swoje stare aparaty na rzecz cyfrowych nowości zaczynają je odkopywać i sprawdzać czy dalej działają. Drugą grupę stanowią osoby, które wzrastały w cyfrowym świecie, ale chciałyby sprawdzić o co chodzi z analogiem.

Co trzeba mieć aby zacząć? Na pewno aparat, obiektyw i film. Po zrobieniu zdjęć film należy wywołać, a następnie go zeskanować lub wykonać odbitki. W dzisiejszym poście chciałbym skupić się na pierwszym elemencie tej układanki czyli na aparacie.

Ze względu na rodzaj używanego filmu aparaty analogowe możemy podzielić na trzy grupy: małoobrazkowe, średnioformatowe oraz wielkoformatowe. Z powodu skomplikowanej obsługi kompletnie pominę w tym poście tą ostatnią grupę, gdyż wielki format zdecydowanie nie jest sprzętem dla początkujących.

Polecam zacząć przygodę z analogiem od aparatu małoobrazkowego. Aparty te są tańsze, a na jednym filmie można zrobić, aż 36 zdjęć. To dużo więcej niż 10 czy 12 na jednej rolce średniego formatu. Dlatego na początku nie porywałbym się na średni format. Aparat będzie droższy, podobnie jak koszt wykonania każdego zdjęcia. Może być też większy problem z wywołaniem i skanowaniem średniego formatu, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, no chyba, że chcemy to zrobić wysyłkowo. Wraz ze wzrostem umiejętności i pewności siebie można pomyśleć o średniaku.

Aparat można kupić, pożyczyć, zapytać rodziców czy znajomych czy coś im nie zalega w domu. Jeśli macie lustrzankę cyfrową z obiektywem pod pełną klatkę, zastanówcie się czy nie zaopatrzyć się w body które pozwoli Wam wykorzystać posiadane już obiektywy. Koszt może okazać się bardzo znikomy, aparat można kupić nawet za 100zł. Upewnijcie się tylko czy dany aparat ma kompatybilny z waszym szkłem bagnet (mimo że są tej samej firmy). Gdy Wasz obiektyw nie ma fizycznego pierścienia przysłony sprawdźcie czy body będzie w stanie nią sterować. Przed podjęciem decyzji o zakupie konkretnego body zalecam zrobić dobre rozeznanie online.

Jeżeli potrzebujecie zarówno aparat jak i obiektyw to proponuję zakup manualnej lustrzanki wraz ze standardowym obiektywem 50mm. Raczej unikałbym rosyjskich Zenitów, bo w zależności od modelu potrafią one zniechęcić do fotografowania. Niektóre modele są znane z tego, że potrafią zerwać film, mają ograniczony zakres dostępnych czasów, ale nie znaczy to, że nie możną robić nimi świetnych zdjęć. Zdecydowanie lepiej rozejrzeć się za pierwowzorem Zenita, czyli niemiecką Prakticą. Godne polecenia i stosunkowo tanie są manualne Canony (z bagnetem FD) oraz Minolty (z bagnetem MD). Można je kupić w stosunkowo dobrych cenach, gdyż ich obiektywy nie pasują do cyfrowych lustrzanek tych firm, przez co są to tak zwane "martwe systemy" i mniejszy jest popyt na nie. Świetne są Pentaxy zarówno te z mocowaniem na gwint M42 (jak Zenit czy Praktica), jak i z bagnetem PK. Oczywiście świetnym wyborem będzie Nikon, zarówno manualny jak i z AF. Oraz wiele innych aparatów takich jak Fujica, Contax, Yashica...

Przed zakupem warto się zastanowić czy zależy nam na jakiejkolwiek automatyce. Nawet manualne body potrafią być wyposażone w preselekcję przysłony czy czasu. Pomyślcie czy przyda Wam się autofocus, czy wolicie ostrzyć ręcznie. Czy zależy Wam na tym aby aparat miał wbudowany światłomierz? W przypadku światłomierza warto sprawdzić jakie baterie są do niego potrzebne, gdyż zdarza się, że niektóre z nich nie są już produkowane i brak jest odpowiednich zamienników. Czasem tani aparat może wymagać drogich i trudno dostępnych baterii, co może spowodować, że zakup staje się nieopłacalny. Warto sprawdzić w specyfikacji jakiego typu jest światłomierz, jeżeli jest on selenowy, wtedy istnieje prawdopodobieństwo, że jego wskazania nie będą prawidłowe. Ogniwa selenowe starzeją się i wraz z biegiem lat mogą przekłamywać pomiar. Światłomierz w aparacie nie jest niezbędny. Światło można zmierzyć aparatem cyfrowym, zewnętrznym światłomierzem, a nawet odpowiednią aplikacją w telefonie. Sam na co dzień używam zewnętrznego światłomierza marki Sekonic, ale z czystej ciekawości zrobiłem kiedyś całą sesję wielkim formatem mierząc światło aplikacją w iphonie i wszystko wyszło jak należy.

Jeżeli macie jakieś pytania dotyczące aparatów, napiszcie komentarz, a postaram się odpowiedzieć. W następnym poście z tego cyklu skupię się na wyborze filmu i opowiem na co zwracać uwagę przy naświetlaniu go.

Wszystkie zdjęcia w tym poście zostały wykonane aparatami małoobrazkowymi 😉



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *